Jaką mamę z pierwszych lat życia Pani zapamiętała?

Z Anielą Leszczyńską z Lubienia, matką czworga dzieci, przed Dniem Matki, rozmawia Joanna Szubstarska

Jaką mamę z pierwszych lat życia Pani zapamiętała?

Moja mama Marianna miała bogate życie, a ja – wzrastając przy niej – mogę dziś powiedzieć, że wiele wniosła do mojego. Wszystko to, co zdobyłam i osiągnęłam, zawdzięczam właśnie jej. Wzrastałam w trudnej rzeczywistości społecznej, ale utrwaliły się we mnie wartości, które przekazywała babcia i mama. Na przykład kult Matki Bożej. Było takie wydarzenie z dzieciństwa, które o tym przypomina. Ojciec, żołnierz AK, były więzień polityczny na Zamku Lubelskim, miał także udział w tym nieszczęśliwym wydarzeniu. W 1957 r., kiedy palił się nasz nowo-wybudowany dom w Lubieniu, ojciec włożył mnie i moją malutką siostrę w pierzyny i przerzucił przez okno, aby ratować od płomieni. Wypuścił też na wolność zwierzęta gospodarskie: owce, krowy i kury. Wtedy usłyszałam krzyk mojej mamy: „Edek, tam jest obraz Matki Bożej Karmiącej…” Mama zdążyła wpaść do płonącego domu i zabrać ten obraz. Uklękła przy nas i zaczęła się modlić: „Boże, ratuj”. Ale nie udało się już nic uratować przed płomieniami. Miałam wtedy trzy latka. Obraz MB Karmiącej był z nami przez długie lata. Niestety mój tato odszedł, opuścił nas i wyjechał, kiedy miałam pięć lat. Mama została sama. Zapamiętałam, jak bardzo związana była z Matką Bożą.

Została w pamięci Pani matka modląca się. Jakiej modlitwy uczyła mama?

Zarówno różaniec – z kamyków, w kolorze niebieskim, – jak i książeczki do nabożeństwa zachowałam po babci Stanisławie. Babcia, co nie było tak wówczas powszechne na wsi, umiała czytać i korzystała z tych książeczek. Uczyła mnie z nich pacierza, kiedy przygotowywałam się do przyjęcia I Komunii Świętej. Babcia mówiła: „Dziecko, pamiętaj dziesięcioro Bożego przykazania”. Nauczyła mnie także pierwszej zwrotki pieśni „Bogurodzica”. Różaniec po babci, który został w rodzinie i do dziś go odmawiam, ocalił mnie i to dzięki modlitwie mojej mamy. Kiedy byłam uczennicą drugiej klasy szkoły podstawowej, do szkoły chodziłam pieszo, a zimą dochodziłam do drogi, skąd dalej zabierał mnie pan saniami. Jednego dnia zajęcia w szkole skończyły się wcześniej i w drodze powrotnej, kierując się jak zawsze w stronę drzewa, osiki, straciłam orientację. Było zimno, padał śnieg, poczułam zmęczenie, przykucnęłam w śniegu i zasnęłam. Mama wyszła po mnie, a kiedy dowiedziała się, że już jestem w drodze, zaniepokoiła się. Wróciła do domu, wzięła różaniec i chodziła to w jedną, to w drugą stronę, modląc się. Odnalazła mnie, przemarzniętą, przysypaną śniegiem. Mówiła, że dzięki Matce Najświętszej mogła mnie znaleźć. Takich trudnych sytuacji, z których ocalały modlitwy mojej mamy, było wiele w życiu. Często powtarzała: „Od Boga ani do proga”, „Przez Maryję, przez różaniec – najlepsza droga”. Kiedy przychodziły trudne chwile, sięgałam po różaniec tak, jak czyniła to moja matka. Do dziś uczęszczam na nabożeństwo majowe, tak jak kiedyś z mamą. Kult maryjny w naszej rodzinie przetrwał i jest bardzo głęboki. Dzięki mamie, tak mogę powiedzieć, uczestniczyłam w pielgrzymce pieszej na Jasną Górę w 1977 r. Mama mówiła, że nie udało jej się zrealizować marzenia pójścia na pielgrzymkę, dlatego pomogła mi w przygotowaniach do mojego uczestnictwa. Przez ostatnie pięć lat życia mama ciężko chorowała, przez okres dwóch lat leżała w łóżku. Była złączona w cierpieniu z Jezusem poprzez sakrament namaszczenia chorych, który przyjęła kilkakrotnie. Zdrowiem mamy interesował się ks. Andrzej Tomczyk, który przynosił Komunię św., dbając o to, aby była bliżej Chrystusa. Po przyjęciu sakramentów mama czuła się silniejsza w chorobie, choć nie skarżyła się na ból i znosiła go cierpliwie.

Jaką mamę zapamiętała Pani na co dzień?

Jako dziecko nie widziałam, kiedy mama kładła się spać i kiedy wstawała. Zawsze widziałam ją pracującą – albo w domu, albo w polu czy ogrodzie. Mnie i moją siostrę budził śpiew „Godzinek” mojej mamy oraz zapach zupy, którą jadłyśmy na śniadanie. Miałyśmy duży ogród, były też krzewy jaśminu i konwalie. Mama lubiła kwiaty, piękne bukiety stały na stole, jednak były to kwiaty od sąsiadki. Mama była zapracowana, aby pielęgnować kwiaty, musiały być przecież warzywa. Kiedy później, jako pielęgniarka, pracowałam we Włoszech, powracałam myślami do ogrodu i do kwiatów. Pragnienie posiadania swoich kwiatów przy domu, zaszczepione w jakimś sensie przez mamę, zostało po latach zrealizowane przeze mnie. Mama, choć nie miała przy sobie męża, radziła sobie z pracami na gospodarstwie. Oprócz pola i ogrodu było kilka zwierząt: krowy, owce, którymi musiała się zająć. Kiedy brakowało nam drewna na opał, szłyśmy we trzy: mama, ja i siostra, z dwukołowym wózkiem, do lasu. We trzy chodziłyśmy również na jagody. W czasie zbioru mama opowiadała, w jaki sposób przyrządza się jagody na zimę, w lesie śpiewała także pieśni maryjne i piosenki ludowe. Mimo wielu obowiązków, w domu panował porządek. Do tej pory moje koleżanki wspominają tę świeżość naszego domu.

Do jakich zajęć domowych przykładała Pani mama szczególne znaczenie i chciała, aby i Pani nabyła pewne umiejętności?

Mama nauczyła mnie haftować, robić na drutach i szydełku. Chciała, abym potrafiła także szyć na maszynie. Mówiła przy tym: „Nie musisz robić tego, co umiesz, ale nie wiesz, kiedy to, co umiesz, może ci się przydać”. Zachęcała do nabywania różnych umiejętności. Sama przędła len i wełnę, tkała na krosnach, wykonywała na drutach swetry, także sąsiadom. Do dzisiaj posiadam spódnicę, z utkanego przez nią materiału; w tej spódnicy występuję w zespole ludowym.

Śpiew to także mamy dziedzictwo?

Mama pięknie śpiewała, ale nie zrealizowała nigdy pragnienia występowania w zespole. Kiedy była okazja, że mogę się zaangażować, bardzo mnie wspierała i zachęcała. Początkowo występowałam z zespołem „Brusowianki”, z racji tego, że mieszkałam w pewnym okresie życia w Starym Brusie. Potem, przez okres trzech lat, należałam do włodawskiego zespołu „Kresowianki”. Dzisiaj, dzięki temu że mieszkam niedaleko Wyryk, śpiewam i występuję razem ze „Swańkami”. Kocham śpiew i myślę, że moje śpiewanie jest spełnieniem marzeń mojej nieżyjącej już mamy. Moje dzieci są zadowolone z mojego zaangażowania i kultywowania śpiewaczych tradycji ludowych.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Joanna Szubstarska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *