Skąd się biorą turbosłowianie i im podobni

Turbosłowianie to całkiem popularne choć jeszcze nie znane kilka lat temu zjawisko.

Dla tych, którzy nigdy nie spotkali przedstawiciela turbosłowian wyjaśniam. Są to ludzie głęboko wierzący, że w zamierzchłych starożytnych czasach istniało potężne imperium zwane Wielką Lechią, które trzęsło połową Europy. Dziś na nowo odkrywamy jego chwalebne dzieje przez setki lat ukrywane przez Kościół.

Oczywiście cała ta teoria jest bardziej dziurawa niż szwajcarski ser.

Dyskusja z jej wyznawcami pozbawiona jest sensu gdyż są to w najlepszym razie raczkujący fani historii. Coś takiego jak naukowe dowody na poparcie ich tezy to czysta abstrakcja. Niestety w ostatnim czasie zyskali sprzymierzeńców. Są nimi pseudohistoryczni szarlatani oraz niegdyś porządne wydawnictwo, którzy postanowili zbić pieniądze na naiwności ludzkiej drukując “naukowe” dzieła na temat Wielkiej Lechii. O tym zjawisku wspominałem już w zeszłym roku https://michalgackowski.blogspot.com/2017/11/turboslowianie.html .

Skąd jednak bierze się fenomen popularności turbosłowian i czy jest to zjawisko charakterystyczne tylko dla naszego kraju?

Otóż nie. Jest to zajwisko o zdecydowanie szerszym  charakterze wykraczające również poza Europę.

Zazwyczaj dotyczy to tak zwanych nowoczesnych narodów, które ukształtowały się (lub wciąż się kształtują) stosunkowo niedawno lub posiadają własne państwo od niewielu lat.

Przykładem mogą być np. Macedończycy. Ich państwo zajmuje około 40% dawnej starożytnej greckiej Macedonii. Współcześni Macedończycy są ludem południowo-słowiańskim przybyłym na te tereny na przełomie VI i VII wieku. Nie przeszkadza im to jednak wcale uważać się za potomków Aleksandra Wielkiego i starożytnej Macedonii. W Stolicy kraju Skopje natkniemy się na pomnik pogromcy Persów, który to ma być przodkiem współczesnych Macedonczyków. Przy takiej postawie tego małego bałkańskiego państwa zupełnie zrozumiały staje się opór Greków, którzy od samego początku nie uznają używania nazwy Macedonia przez swoich sąsiadów i starają się im z tego powodu uprzykrzyć życie.

Macedończycy nie są oczywiście odosobniony przykładem w Europie.  By daleko  nie szukać wystaczy zajrzeć do naszych południowych sąsiadów Słowaków. Słowaccy politycy oraz cała w zasadzie prawica uważają, że ich kraj to po prostu następca państwa Wiekomorawskiego. Historycy słysząc takie rewelacje pukają się w czoło jednak nic to nie daje. W 2010 roku w Bratysławie stanął pomnik Świętopełka, który jakoby miał być starosłowackim królem. Cała ta zabawa w dawnych Słowaków ma oczywiście udowodnić, że nie są oni gorsi od Czechów a przede wszystkim  od Węgrów.

Nasi wschodni sąsiedzi Ukraińcy również nie pozostają w tyle. O ile promowanie postaci typu Iwan III Sobieski wielki król Ukrainy należy do totalnego marginesu to już wiara, że Ukraina jest następcą Rusi Kijowskiej jest brana zupełnie na poważnie. Problem polega na tym, że Ruś Kijowska była olbrzymim państwem zajmującym terytorium dzisiejszej Rosji, Białorusi i tylko częściowo Ukrainy.  Skład etniczny dzisiejszej Ukrainy również w niewielkim tylko stopniu opiera się na dawnych Rusinach.

Wszystkie wyżej wymienione państwa z punktu widzenia Polaków zachowują się nieracjonalnie. Kompletnie nie przejmują się brakiem ciągłości historyczno prawnej a czasem nawet kulturowej z tworami do których się odwołują. Odwołują się raczej do spuścizny etniczno-rasowej co również bywa ryzykowne.

Dla Polaków jak i innych narodów historycznych skład etniczny nie jest czynnikiem roztrzygającym w żaden sposób  o przynależności narodowej. Liczy się ciągłość prawno-kulturowa. Oczywiście odwołujemy się do spuścizny Słowian jednak robimy to na zasadzie duchowej łączności z przodkami, nie rasowej. Turbosłowianie nie są w stanie wpisać się w jakikolwiek polski nurt polityczny. Próbują się często podłączać pod nurty prawicowe czy narodowe jednak najwyraźniej nie mają pojęcia, że tezy przez nich głoszone wykluczają się z nurtami politycznymi do których turbosłowianie aspirują. Wielu polskich patriotów nie miało wcale polskiego czy nawet słowiańskiego (przynajmniej nie w 100%) podchodzenia. Co więcej Roman Dmowski pisał że smutkiem o zgermanizowanych Słowianach Połabskich, którzy już jako Niemcy mogą na nas runąć wraz z ich machiną wojenną. Takie detale wykraczające poza czarnobiałe postrzeganie świata przerastają  możliwości intelektualne turbosłowian.

O fenomenie  zwolenników Wielkiej Lechii decydują trzy czynniki. Pierwszy to efekt naszej tragicznej historii. 200 lat wykrwawiania się elit narodowych pozostawiło trwały ślad.  W wielu regionach kraju często brakuje przedstawicieli naturalnych elit, które kierowałyby ludnością w odpowiednim kierunku. To właśnie brak elit sprawia, że część przedstawicieli starego historycznego narodu zachowuje się identycznie jak narody dopiero się tworzące.

Drugi czynnik to kompleks narodu uciśnionego. Mimo swej długiej i bogatej historii przez 123 lata byliśmy pod butem obcych państw. Trzeba więc na siłę udowodnić dawną wielkość.  Niech dawni prześladowcy wiedzą, że z byle kim nie zadzierali . I w tym wypadku nie jesteśmy osamotnieni. Stary przecież naród Koreańczyków ma również swoich turbosów, którzy przekonują, że dawno dawno temu istniała Wielka Korea obejmująca swym zasięgiem pół Azji!

Trzeci czynnik jest charakterystyczny tylko dla naszego kraju. Wiąże się on z postępującą laicyzacją. Ta z kolei wiąże się z antyklerykalizmem. Turbosłowianie są przekonani, że prawdę o Wielkiej Lechii od samego początku ukrywają agenci Watykanu czyli polski Kościół. Teza ta zazwyczaj poparta jest chamstwem i agresją w stosunku do kleru.

Z istnieniem turbosłowian należy się pogodzić.  Są i będą pewnym folklorem. Czymś na wzór amerykańskich łowców kosmitów.  Należy ich po prostu ignorować. Absolutnie nie wchodzić w dyskusję z nimi. Nie ma to najmniejszego sensu. Nie przekonamy ich za to dodamy im pewnej nobilitacji. Będą się czuli jak pełnoprawna strona sporu a taką stroną nie są.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *