Jaką mamę z pierwszych lat życia Pani zapamiętała?

Z Anielą Leszczyńską z Lubienia, matką czworga dzieci, przed Dniem Matki, rozmawia Joanna Szubstarska

Jaką mamę z pierwszych lat życia Pani zapamiętała?

Moja mama Marianna miała bogate życie, a ja – wzrastając przy niej – mogę dziś powiedzieć, że wiele wniosła do mojego. Wszystko to, co zdobyłam i osiągnęłam, zawdzięczam właśnie jej. Wzrastałam w trudnej rzeczywistości społecznej, ale utrwaliły się we mnie wartości, które przekazywała babcia i mama. Na przykład kult Matki Bożej. Było takie wydarzenie z dzieciństwa, które o tym przypomina. Ojciec, żołnierz AK, były więzień polityczny na Zamku Lubelskim, miał także udział w tym nieszczęśliwym wydarzeniu. W 1957 r., kiedy palił się nasz nowo-wybudowany dom w Lubieniu, ojciec włożył mnie i moją malutką siostrę w pierzyny i przerzucił przez okno, aby ratować od płomieni. Wypuścił też na wolność zwierzęta gospodarskie: owce, krowy i kury. Wtedy usłyszałam krzyk mojej mamy: „Edek, tam jest obraz Matki Bożej Karmiącej…” Mama zdążyła wpaść do płonącego domu i zabrać ten obraz. Uklękła przy nas i zaczęła się modlić: „Boże, ratuj”. Ale nie udało się już nic uratować przed płomieniami. Miałam wtedy trzy latka. Obraz MB Karmiącej był z nami przez długie lata. Niestety mój tato odszedł, opuścił nas i wyjechał, kiedy miałam pięć lat. Mama została sama. Zapamiętałam, jak bardzo związana była z Matką Bożą.

Została w pamięci Pani matka modląca się. Jakiej modlitwy uczyła mama?

Zarówno różaniec – z kamyków, w kolorze niebieskim, – jak i książeczki do nabożeństwa zachowałam po babci Stanisławie. Babcia, co nie było tak wówczas powszechne na wsi, umiała czytać i korzystała z tych książeczek. Uczyła mnie z nich pacierza, kiedy przygotowywałam się do przyjęcia I Komunii Świętej. Babcia mówiła: „Dziecko, pamiętaj dziesięcioro Bożego przykazania”. Nauczyła mnie także pierwszej zwrotki pieśni „Bogurodzica”. Różaniec po babci, który został w rodzinie i do dziś go odmawiam, ocalił mnie i to dzięki modlitwie mojej mamy. Kiedy byłam uczennicą drugiej klasy szkoły podstawowej, do szkoły chodziłam pieszo, a zimą dochodziłam do drogi, skąd dalej zabierał mnie pan saniami. Jednego dnia zajęcia w szkole skończyły się wcześniej i w drodze powrotnej, kierując się jak zawsze w stronę drzewa, osiki, straciłam orientację. Było zimno, padał śnieg, poczułam zmęczenie, przykucnęłam w śniegu i zasnęłam. Mama wyszła po mnie, a kiedy dowiedziała się, że już jestem w drodze, zaniepokoiła się. Wróciła do domu, wzięła różaniec i chodziła to w jedną, to w drugą stronę, modląc się. Odnalazła mnie, przemarzniętą, przysypaną śniegiem. Mówiła, że dzięki Matce Najświętszej mogła mnie znaleźć. Takich trudnych sytuacji, z których ocalały modlitwy mojej mamy, było wiele w życiu. Często powtarzała: „Od Boga ani do proga”, „Przez Maryję, przez różaniec – najlepsza droga”. Kiedy przychodziły trudne chwile, sięgałam po różaniec tak, jak czyniła to moja matka. Do dziś uczęszczam na nabożeństwo majowe, tak jak kiedyś z mamą. Kult maryjny w naszej rodzinie przetrwał i jest bardzo głęboki. Dzięki mamie, tak mogę powiedzieć, uczestniczyłam w pielgrzymce pieszej na Jasną Górę w 1977 r. Mama mówiła, że nie udało jej się zrealizować marzenia pójścia na pielgrzymkę, dlatego pomogła mi w przygotowaniach do mojego uczestnictwa. Przez ostatnie pięć lat życia mama ciężko chorowała, przez okres dwóch lat leżała w łóżku. Była złączona w cierpieniu z Jezusem poprzez sakrament namaszczenia chorych, który przyjęła kilkakrotnie. Zdrowiem mamy interesował się ks. Andrzej Tomczyk, który przynosił Komunię św., dbając o to, aby była bliżej Chrystusa. Po przyjęciu sakramentów mama czuła się silniejsza w chorobie, choć nie skarżyła się na ból i znosiła go cierpliwie.

Jaką mamę zapamiętała Pani na co dzień?

Jako dziecko nie widziałam, kiedy mama kładła się spać i kiedy wstawała. Zawsze widziałam ją pracującą – albo w domu, albo w polu czy ogrodzie. Mnie i moją siostrę budził śpiew „Godzinek” mojej mamy oraz zapach zupy, którą jadłyśmy na śniadanie. Miałyśmy duży ogród, były też krzewy jaśminu i konwalie. Mama lubiła kwiaty, piękne bukiety stały na stole, jednak były to kwiaty od sąsiadki. Mama była zapracowana, aby pielęgnować kwiaty, musiały być przecież warzywa. Kiedy później, jako pielęgniarka, pracowałam we Włoszech, powracałam myślami do ogrodu i do kwiatów. Pragnienie posiadania swoich kwiatów przy domu, zaszczepione w jakimś sensie przez mamę, zostało po latach zrealizowane przeze mnie. Mama, choć nie miała przy sobie męża, radziła sobie z pracami na gospodarstwie. Oprócz pola i ogrodu było kilka zwierząt: krowy, owce, którymi musiała się zająć. Kiedy brakowało nam drewna na opał, szłyśmy we trzy: mama, ja i siostra, z dwukołowym wózkiem, do lasu. We trzy chodziłyśmy również na jagody. W czasie zbioru mama opowiadała, w jaki sposób przyrządza się jagody na zimę, w lesie śpiewała także pieśni maryjne i piosenki ludowe. Mimo wielu obowiązków, w domu panował porządek. Do tej pory moje koleżanki wspominają tę świeżość naszego domu.

Do jakich zajęć domowych przykładała Pani mama szczególne znaczenie i chciała, aby i Pani nabyła pewne umiejętności?

Mama nauczyła mnie haftować, robić na drutach i szydełku. Chciała, abym potrafiła także szyć na maszynie. Mówiła przy tym: „Nie musisz robić tego, co umiesz, ale nie wiesz, kiedy to, co umiesz, może ci się przydać”. Zachęcała do nabywania różnych umiejętności. Sama przędła len i wełnę, tkała na krosnach, wykonywała na drutach swetry, także sąsiadom. Do dzisiaj posiadam spódnicę, z utkanego przez nią materiału; w tej spódnicy występuję w zespole ludowym.

Śpiew to także mamy dziedzictwo?

Mama pięknie śpiewała, ale nie zrealizowała nigdy pragnienia występowania w zespole. Kiedy była okazja, że mogę się zaangażować, bardzo mnie wspierała i zachęcała. Początkowo występowałam z zespołem „Brusowianki”, z racji tego, że mieszkałam w pewnym okresie życia w Starym Brusie. Potem, przez okres trzech lat, należałam do włodawskiego zespołu „Kresowianki”. Dzisiaj, dzięki temu że mieszkam niedaleko Wyryk, śpiewam i występuję razem ze „Swańkami”. Kocham śpiew i myślę, że moje śpiewanie jest spełnieniem marzeń mojej nieżyjącej już mamy. Moje dzieci są zadowolone z mojego zaangażowania i kultywowania śpiewaczych tradycji ludowych.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Joanna Szubstarska

10 powodów, dla których musisz powiedzieć „NIE” dla in vitro!

Argumentów przeciw in vitro jest bardzo wiele – niektóre opierają się na teologii, a inne mają charakter rozumowy (etyczny, bądź czysto medyczny). Metoda in vitro po dokładniejszej analizie okazuje się sprzeczna nie tylko z religią, ale i ze zdrowym rozsądkiem.

In vitro oddziela zapłodnienie od aktu małżeńskiego, który jest naturalną i przewidzianą przez Stwórcę metodą na poczęcie się nowego dziecka. Dlatego sztuczne zapłodnienie byłoby niemożliwe do zaakceptowania nawet w przypadku ominięcia innych jego negatywnych aspektów.

W związku z powyższym możliwe jest także poczęcie dziecka poza małżeństwem – np. przez osoby samotne czy pary homoseksualne. To, co przedstawia się zatem jako metodę pomocy rodzinie, w praktyce często staje się środkiem wsparcia dla zwolenników różnych „alternatywnych stylów życia”. Osobą, która najbardziej na tym traci jest dziecko, przychodzące na świat poza naturalną rodziną.

In vitro umożliwia narodziny dziecka posiadającego „trzech rodziców” – dawcę spermy, dawczynię komórki jajowej i nosicielkę. Nosicielka jest często traktowana przedmiotowo – jej ciało jest wynajmowane za opłatą. Jak zauważa Krzysztof Jankowiak na oaza.pl w USA sięga ona ok. 6 tysięcy dolarów). „Usługi” te są świadczone zazwyczaj przez kobiety biedne, niekiedy z trzeciego świata. Gdy nosicielka poczuje więź z dzieckiem, nie jest to brane pod uwagę i nie posiada ona do niego żadnych praw.

Metoda in vitro umożliwia daleko posuniętą selekcję genetyczną. Metody eugeniczne kojarzone z nazistowskimi Niemcami i zaniechane w cywilizowanym świecie powracają tylnymi drzwiami. Procedura in vitro umożliwia odpowiedni dobór dawcy plemników, tak aby zwiększyć szanse na odpowiednią płeć, kolor oczu, inteligencję i inne cechy dziecka (…)

Źródło: Polonia Christiana, www.PCh24.pl

Cały artykuł na: http://www.pch24.pl/10-powodow–dla-ktorych-musisz-powiedziec-nie-dla-in-vitro-,35061,i.html

/red./ 25.05.2018

Od fanfar do zgrzytania zębami – czyli krótka historia wspólnej waluty

Z perspektywy ponad 15-letniej historii europejskiego pieniądza, można już powiedzieć, że nawet jego twórcy nie byli w stanie przewidzieć do jakich konsekwencji doprowadzi realizacja tego projektu. Kiedy w 2002 r. wprowadzano wspólną walutę uważano to za doskonały, wizjonerski pomysł, który pozwoli na utrzymanie stabilizacji gospodarczej w Europie i zapewni równomierny rozwój krajom UE. Jednak z biegiem kolejnych lat entuzjazm opadał, a euro zaczęło być coraz częściej porównywane do konia trojańskiego, drenującego ekonomie słabszych krajów Unii.

Początki euro i Europejskiego Banku Centralnego

Przygotowania do stworzenia Europejskiego Banku Centralnego (EBC) rozpoczęły się już w 1989 r. – po upadku Mur Berlińskiego. Po zjednoczeniu RFN i NRD, Niemcy szybko uzyskały dominującą pozycję w Europie, m.in. ze względu na bardzo silną gospodarkę, dużą liczbę ludności oraz mocną markę. Proces ten był jednak poprzedzony wcześniejszymi nieoficjalnymi negocjacjami, w trakcie których Francja miała postawić twarde warunki: w zamian za zgodę na połączenie RFN i NRD, zażądała deklaracji stworzenia unii monetarnej i zrzeczenia się przez Berlin oddzielnej waluty. W efekcie tych ustaleń 1 czerwca 1998 r. powstał EBC.

Z perspektywy blisko 20 lat, które wskazują, że głównym beneficjentem euro stały się właśnie Niemcy, takie perypetie powstania banku centralnego mogą wydawać się zadziwiające. Jednak w latach 80. minionego wieku sytuacja wyglądała diametralnie inaczej. 30 lat temu mocna niemiecka marka była potężnym konkurentem dla walut takich krajów jak Francja czy Włochy, a wprowadzenie wspólnego środka płatniczego miało ograniczyć gospodarczą dominację Berlina. Dlatego to właśnie Francja najmocniej naciskała na utworzenie euro. Klauzula dotycząca unii monetarnej została zawarta w traktacie założycielskim Unii Europejskie (Maastricht,1992 r.), co wynikało z deklaracji złożonych jeszcze w latach 80. Następnie, sześć lat później powołano Europejski Bank Centralny.

Historia i rola EBC w pigułce

Na żądanie Berlina EBC został ulokowany we Frankfurcie nad Menem – mieście będącym centrum finansowym Niemiec i siedzibą Bundesbanku (Niemieckiego Banku Centralnego). Zgodnie z regulacjami unijnymi, miał zagwarantowaną niezależność, zarówno od organów UE, jak i od rządów, parlamentów i polityków państw członkowskich.

Jako bank centralnym strefy euro, nadzoruje obecnie 19 narodowych banków centralnych krajów, które przystąpiły do unii monetarnej. Ustala stopy procentowe w eurolandzie, odpowiada za emisję banknotów i funkcjonowanie transeuropejskiego systemu rozliczeń bankowych.

Dwóch pierwszych prezesów (Wim Duisenberg – do 2003 r. oraz Jean-Claude Trichet – do 2011 r.) prowadziło względnie autonomiczną politykę monetarną, opartą o realnie dodatnie stopy procentowe. Pod koniec kadencji Tricheta pojawiły się jednak już pierwsze symptomy problemów: niekonwencjonalne metody wspierania banków – z naruszeniem własnych standardów, czy uruchomienie interwencyjnego skup obligacji greckich, a następnie portugalskich, włoskich i hiszpańskich.

Problemy euro i coraz słabsza pozycja EBC

Głębsza degradacja i utrata niezależności tej instytucji nastąpiła kiedy następcą Tricheta został Mario Draghi. Zarzuty jakie na przestrzeni lat pojawiają się wobec nowego prezesa to przede wszystkim: uleganie wpływom polityków i kręgów finansowych i doprowadzenie do utraty autonomii EBC. Dotychczasowe lata rządów Draghi’ego podsumowywane są jako zabiegi pomagające utrzymać status quo banków oraz pozory płynności finansowej euro-bankrutów z południa kontynentu – okupione coraz większym zadłużeniem tych krajów. Natomiast całokształt tej polityki odbywał się kosztem ochrony wartości euro i stabilności cen eurolandu.

Mimo że z formalnego punktu widzenia nic się nie zmieniło – czyli EBC nadal jest niezależny od organów UE, rządów i parlamentów państw członkowskich – to jednak w istotnej mierze jest to już tylko teoria. W praktyce frankfurcki bank wykazuje dużą podatność na naciski płynące zarówno z Komisji Europejskiej jak i stolic najważniejszych państw strefy euro, w tym zwłaszcza Berlina.

W dobie programu Quantitative Easing (QE), czyli rekordowo niskich stóp i trwającego już kolejny rok „dodruku pieniądza”, sprzyja to powiększaniu się dysproporcji ekonomicznej pomiędzy najsłabszymi a najsilniejszymi państwami wspólnego rynku walutowego. Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów jest tutaj sytuacja Grecji. Kraj, będący obecnie w najgorszej sytuacji spośród członków strefy euro, nie został objęty pomocą w ramach QE ponieważ nie spełnia wymogu posiadania ratingu na poziomie inwestycyjnym.

Kajetan Soliński

POLONIA IN THE WORLD, 24.05.2018

Czy za sprawą Trumpa Polska “przegrała 2 wojnę światową”?

Podpisanie przez prezydenta USA Donalda Trumpa ustawy 447 to największa porażka Rzeczypospolitej Polskiej w ostatnich kilkudziesięciu latach – tak uważają dr Ewa Kurek, Witold Gadowski i Stanisław Michalkiewicz, których portal PCh24.pl poprosił o komentarz w tej sprawie.

 

– 9 maja 2018 roku Polska ostatecznie przegrała II Wojnę Światową. Jak inaczej to nazwać? Ustawa 447 oznacza bowiem, że Polacy będą musieli zapłacić Żydom 300 mld dolarów za to, że w czasie II Wojny Światowej Niemcy ich mordowali – mówi w rozmowie z PCh24.pl Stanisław Michalkiewicz.

– Przez cały okres prac nad ustawą 447 polskie władze i największe ośrodki opiniotwórcze milczały w tej sprawie. Jest to najlepsza ilustracja dziadostwa, w jakie Polska popada – podkreśla publicysta.

– Zdecydowana większość Polaków albo nie interesuje się nadciągającą grabieżą polskiego majątku, albo wierzy w zapewnienia rządu, że wszystko będzie dobrze i nic złego nam nie grozi. Normalny naród zdmuchnąłby takie władze niczym tornado, a nasz naród… Zostawię to bez komentarza – podsumowuje Stanisław Michalkiewicz.

***

– Państwo polskie powinno zatrudnić najlepszych prawników, przygotować księgi strat dla każdego centymetra kwadratowego naszej Ojczyzny i pokazywać światu, jakie ponieśliśmy straty. Bez tego będziemy skazani na żydowskie krzyki i kolejne roszczenia, do spłacenia których być może już niedługo będą nas wzywać kolejne kraje – mówi w rozmowie z PCh24.pl dr Ewa Kurek.

– Ze względu na to, że nie jestem prawnikiem, nie jestem w stanie od strony prawnej skomentować podpisanej przez prezydenta Trumpa ustawy 447. Wiem jednak jedno: jest to ustawa obcego państwa, które niektórzy uważają za sojusznika Rzeczypospolitej i to, jaka będzie jej przyszłość jest uzależniona od tego, jak zostanie ona teraz potraktowana przez polskie władze i jak rządzący na to zareagują – podkreśla historyk.

Dr Kurek zwraca uwagę na podobne działania, jakie w przeszłości prowadziły władze USA względem m.in. Austrii i Szwajcarii. – Kiedy szwajcarski rząd nie chciał ujawnić tzw. martwych kont, to wówczas Stany Zjednoczone zagroziły, że zamrożą wszystkie aktywa szwajcarskie na terenie USA i na terenie państw sojuszniczych. Rząd szwajcarski ugiął się pod tymi naciskami – przypomina i dodaje, że podobne działania ze strony USA mogą niedługo czekać Polskę.

– Pamiętajmy, że Austria była sojusznikiem Hitlera, a co za tym idzie – sprawcą II Wojny Światowej. Przypisywanie Polakom takiej samej roli jest po prostu czymś nieprawdopodobnym. Musimy przygotować jak najszybciej raport strat z II Wojny Światowej. To nie my burzyliśmy żydowskie domy, to nie my podpalaliśmy żydowskie kamienice, to nie my zagrabiliśmy ich majątek. Każdy jednak widzi, jak nasza władza zachowuje się w sprawach żydowskich i naprawdę bardzo trudno powiedzieć, jakie kroki zostaną podjęte i co zostanie zrobione – wskazuje dr Kurek.

– Od strony prawnej, powtarzam – dla mnie to wszystko jest nielogiczne! Jak obce państwo może ustanawiać prawo dla innego państwa? Na jakiej podstawie? Dlaczego próbuje je nam siłą narzucić jednocześnie deklarując, że jest naszym sojusznikiem? Na Boga! To nie my zaczęliśmy II Wojnę Światową, to nie my ją prowadziliśmy, to nie my obróciliśmy w popiół i kurz Warszawę i dziesiątki innych polskich miast i miejscowości. To nie my odpowiadamy za śmierć 3 milionów Polaków! To nie my byliśmy beneficjentami II Wojny Światowej – podkreśla historyk.

Źródło: Polonia Christiana, www.PCh24.pl

Cały artykuł na: http://www.pch24.pl/trump-sprawil–ze-polska-ostatecznie-przegrala-ii-wojne-swiatowa-,60175,i.html#ixzz5GPGrOPlY

/red./ 23.05.2018

REJS NIEPODLEGŁOŚCI POD BIAŁO-CZERWONĄ BANDERĄ

 

W setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości jeden z najsłynniejszych polskich żaglowców, „Dar Młodzieży”, pod biało-czerwoną banderą rozpocznie rejs dookoła świata. Punktem kulminacyjnym będzie udział w 34. Światowych Dniach Młodzieży w Panamie w styczniu 2019 r. 
 
 

Odzyskanie przez Polskę niepodległości pod koniec pierwszej wojny światowej

Droga Polski do odzyskania niepodległości była długa i ciężka. Kiedy 3 stycznia 1795 r. doszło do jej trzeciego rozbioru, Polska została wymazana z mapy świata. Pomimo licznych powstań, wielu stoczonych bitew i oporu przeciwko zaborcom, dopiero w 1914 r. pojawiła się nadzieja na faktyczne odzyskanie przez Polskę niepodległości. 28 lipca 1914 r. wybuchła I wojna światowa, która była największym konfliktem zbrojnym w Europie od czasu wojen napoleońskich. Państwa, które były zaborcami Polski: AustroWęgry, Rosja i Niemcy, walczyły po przeciwnych stronach, stąd też wybuch wojny stał się realną szansą dla Polski na odzyskanie niepodległości.

W styczniu 1918 r., prezydent Stanów Zjednoczonych Thomas Woodrow Wilson otworzył Polsce drzwi do niepodległości. W orędziu wygłoszonym przed Kongresem USA – wśród warunków światowego ładu po wojnie – zawarł postulat o konieczności utworzenia państwa polskiego z dostępem do morza: „Należy stworzyć niezawisłe państwo polskie, które powinno obejmować terytoria zamieszkane przez ludność bezsprzecznie polską, któremu należy zapewnić swobodny i bezpieczny dostęp do morza i którego niezawisłość polityczną i gospodarczą oraz integralność terytorialną należy zagwarantować paktem międzynarodowym” . Punktem kulminacyjnym był 7 października 1918 r., kiedy Rada Regencyjna Królestwa Polskiego zapowiedziała niepodległość Polski, powołując się na Czternaście punktów Wilsona (program pokojowy). 10 listopada Józef Piłsudski przybył do Warszawy i nawiązał współpracę z Radą Regencyjną, która 11 listopada przekazała mu pełnię władzy nad odtwarzanymi oddziałami Wojska Polskiego. W tych dwóch dniach, 10 i 11 listopada 1918 r., naród polski uświadomił sobie w pełni odzyskanie niepodległości. Nastrój głębokiego wzruszenia i entuzjazmu ogarnął kraj. 11 listopada 1918 r. Niemcy skapitulowały, kończąc tym samym I wojnę światową.

Odzyskanie dostępu do morza

Polska odzyskała dostęp do morza na mocy traktatu wersalskiego z dnia 28 czerwca 1919 r. Był to liczący 144 kilometrów pas wybrzeża. Przejmowanie wybrzeża II Rzeczpospolita mogła rozpocząć dopiero 10 stycznia 1920 r., po wejściu w życie postanowień wersalskich. Odzyskanie dostępu do morza było spełnieniem wielkiego marzenia narodu polskiego. Obszar łączący terytorium Polski z Bałtykiem zwany był „polskim Pomorzem”. Niemieckie określenie tego terenu, budzące zdecydowany sprzeciw Polski, to tzw. „polski korytarz” (niem. Polnischer Korridor) – również „korytarz pomorski”, „gdański” lub po prostu „korytarz”. „Polski korytarz” z Wolnym Miastem Gdańsk okazał się osią polsko-niemieckiego konfliktu.

Zaślubiny Polski z morzem

10 lutego 1920 r. odbyły się „zaślubiny” Polski z Bałtykiem. Ceremonię zaślubin zorganizowano w Pucku. Centralnym punktem uroczystości była msza święta dziękczynna, podczas której poświęcono polską banderę. Banderę wciągnięto na maszt przy huku 21 salw armatnich i dźwiękach hymnu narodowego. Wokół masztu z banderą stali chorążowie ze sztandarami pułkowymi. Żołnierze oddali honory, a sztandary schylili ku morskim falom, zanurzając je częściowo w wodzie. Tego dnia w Pucku Józef Haller – jeden ze współtwórców niepodległej Polski i wielki patriota, legendarny „Błękitny Generał”, dowódca Frontu Pomorskiego – wrzucił do morza platynowy pierścień, symbolizujący powrót Polski do Bałtyku. Pierścień rzucony przez generała Hallera nie wpadł do wody, lecz zatrzymał się na warstwie lodu . Honor uratował jeden z oficerów, pułkownik Skrzyński, który ruszył konno, skruszył lód i zatopił pierścień w morzu, mocząc przy tym do połowy konia i płaszcz. Na brzegu odsłonięto i poświęcono pamiątkowy słup, na którym umieszczono wizerunek orła Jagiellonów, datę wydarzenia oraz napis: „Roku Pańskiego 1920, 10 lutego Wojsko Polskie z generałem Józefem Hallerem na czele objęło na wieczne posiadanie polskie morze”.

(…)

Rejs Niepodległości

W niedzielę 20 maja 2018, w samo południe – w roku Jubileuszu odzyskania przez Polskę niepodległości – jeden z najsłynniejszych polskich żaglowców, „Dar Młodzieży”, pod biało-czerwoną banderą rozpocznie rejs dookoła świata. W wyprawie weźmie udział blisko 1000 młodych osób z całej Polski. Statek wyruszy w rejs dookoła świata z macierzystego portu w Gdyni. Rejs dookoła świata nazywany jest często „podróżą życia”. Daje możliwość odwiedzenia wielu wyjątkowych miejsc na całej kuli ziemskiej oraz poznania różnorodnych kultur. „Dar Młodzieży”, który wyruszy w rejs Niepodległości, zawinie do 21 portów na 4 kontynentach, podróżując po 3 oceanach. Odwiedzi między innymi Kopenhagę, Bordeaux, Dakar, Kapsztad, Dżakartę, Singapur, Szanghaj, Osakę i Los Angeles. Dzień Setnej Rocznicy odzyskania przez Polskę Niepodległości – 11 listopada 2018 – zastanie fregatę gdzieś pomiędzy Szanghajem a Osaką. Kulminacją rejsu będzie Panama, gdzie „Dar Młodzieży” dotrze na Światowe Dni Młodzieży. Marzeniem organizatorów i uczestników rejsu jest, aby pokład “białej fregaty” odwiedził Ojciec Święty.

2 maja 2018 r., w Dniu Flagi Rzeczypospolitej Polskiej, Prezydent Polski Andrzej Duda, podczas uroczystości na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego, wręczał ordery oraz flagi państwowe. Jedna z flag została przeznaczona dla „Daru Młodzieży” i będzie mu towarzyszyć w Rejsie Niepodległości. Flagę Rzeczypospolitej Polskiej odebrał rektor Akademii Morskiej w Gdyni, profesor Janusz Zarębski.

Rejs Niepodległości, jest wspólną inicjatywą Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Akademii Morskiej w Gdyni oraz Pallotyńskiej Fundacji Misyjnej Salvatti.

Tomasz Niemas

Pełna wersja publikacji na stronie autora:

http://curiel333.wixsite.com/rejs-niepodleglosci/forum

 

Strona 1 z 44
1 2 3 44