Emigrant z Włodawy

Z Adamem Pawłem Perutą, włodawianinem mieszkającym w Wielkiej Brytanii, rozmawia Joanna Szubstarska

Wyjechał Pan z Włodawy kilkanaście lat temu. Jakie były powody emigracji?

Nigdy nie przypuszczałem, że moje życie potoczy się tak, iż będę zmuszony emigrować za chlebem do innego kraju. Wręcz przeciwnie – zawsze mówiłem, że moje miejsce jest we Włodawie i że zawsze tu zostanę. Za granicę wyjechałem pod koniec 2004 r., jak setki tysięcy naszych rodaków – za chlebem, za lepszym życiem. Ten exodus zapoczątkował mój ojciec, potem wyjechał kolega, dołączyłem ja z wujkiem, potem moja mama, moi kuzyni i kolejne osoby. Każdy z nas w inny sposób przeżywał rozstanie z ukochanym miastem nad Bugiem. Myślę, że utraconych lat już chyba nie da się nadrobić. Miejsca mojej młodości zmieniły się nie do poznania, o czym przekonałem się podczas ostatniej wizyty we Włodawie – nad jeziorem Glinki nie mogłem znaleźć drogi, którą kiedyś mógłbym przejechać rowerem z zamkniętymi oczami… Od prawie pięciu lat prowadzę firmę rekrutacyjną na terenie UK i mam takie doświadczenia, że większość z naszych rodaków myśli o powrocie do domu. W czasie mojego pobytu w dużym mieście poznałem losy ludzi, którzy popadali w nałogi, polskich dzieci, które były poddawane procesowi wynaradawiania, widziałem rozbite rodziny i ludzką samotność. Dla wielu emigracja to przekleństwo. Na pewno opuszczenie rodzinnego miejsca nie jest czymś dobrym.

A Pan myśli o powrocie do Włodawy?

A gdzie można wrócić, jak nie tu, gdzie się człowiek urodził i wychował? Dla mnie nie ma drugiego takiego miejsca na świecie, jak Włodawa. W ubiegłym roku jesienią odwiedziłem rodzinne strony ze swoją rodziną i bardzo staram się o to, aby moja córka znała polską wieś, nie tylko życie w wielkim mieście. W małych społecznościach ludzie są życzliwi, zainteresowani sobą nawzajem, czas płynie wolniej i przez to człowiek może odpocząć. Tego nam brakuje. Niejednokrotnie moja ośmioletnia córka pyta, dlaczego wyjechaliśmy z Polski, kiedy wrócimy, gdzie będzie chodziła do szkoły, czy inne dzieci będą dla niej miłe. Nie są to łatwe pytania i wiem, że z biegiem czasu będą trudniejsze. Myślimy o przyszłości naszej córki – nie jako emigrantki na Zachodzie, ale jako młodej niezależnej osoby, która nie będzie zmuszona wyjeżdżać z Ojczyzny za chlebem, tak jak my musieliśmy zrobić. Czy chcę wracać? Odpowiem słowami Mickiewicza, które każdy emigrant ma w sercu: „Na każdym miejscu i o każdej dobie, Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił, Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie, Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił”…

Zainicjował Pan wiele petycji do prezydentów i posłów, kilkadziesiąt interpelacji ws budowy przejścia granicznego we Włodawie. Czym Pan argumentował budowę takiego przejścia we Włodawie? Jakie były rezultaty Pańskich starań?

Wiele osób komentowało moje działania w ten sposób, że chcąc zbudować „na swoich włościach” przejście graniczne, korzystałbym z tego faktu. Są w błędzie. Ponieważ nie mam na terenie Orchówka, gdzie planowane jest potencjalne przejście, swoich gruntów. Nie uczyniłbym tego nawet ze względów etycznych. Jestem przekonany, że przejście graniczne, nawet typowo turystyczne czy kolejowe, spowoduje rozwój miasta i okolicy. Załóżmy, że powstałoby takie przejście na wschód. Wówczas mieszkańcy i turyści mieliby otwartą drogę na piękne tereny obszaru Szacka z parkiem narodowym i Jeziorem Świtaź. Przyjeżdżałoby wiele osób z centralnej i zachodniej części Polski, aby zobaczyć przyrodę nadbużańską. Turystyka to jedyny ratunek dla miasta Włodawy, gdzie nadal utrzymuje się wysokie bezrobocie i sporą część społeczeństwa stanowią seniorzy. Nie ma szans, aby rozwinął się tu przemysł, chociażby z tego względu, że słaba jest infrastruktura drogowa. Poza tym, Włodawa leży przy samej granicy, a jest to miejsce trudne dla rozwoju handlu. Kierowałem w tej sprawie zapytania do posłów, senatorów, wysyłałem listy i maile do prezesa PiS, do kancelarii prezydenta i premiera polskiego rządu. Były to setki listów. Odpowiedziała mi m.in. poseł Agata Borowiec, która w liście z szóstego kwietnia tego roku napisała, że posłowie PiS podejmują w dalszym ciągu starania o budowę przejścia granicznego. Aktualnie staram się o spotkanie z europosłem Ryszardem Czarneckim. Na 16 lipca umówione jest natomiast spotkanie we Wrocławiu z Kornelem Morawieckim. Wierzę, że jeśli posłowie i ministrowie pomogliby w tej sprawie, możliwe byłoby zbudowanie przejścia granicznego, o charakterze turystycznym czy chociażby rowerowego, co nie jest kosztowne. Nikt za nas niczego nie zrobi, jeśli sami nie będziemy chcieli sobie pomóc. Bardzo pomogła mi moja narzeczona, która ciągle pytała mnie, dlaczego Włodawa wymiera, dlaczego tyle osób wyjechało. Podjęliśmy się tego szalonego kroku i zaczęliśmy działać z zewnątrz, myśląc o Włodawie. A kto jak nie mieszkańcy mają walczyć o swoje miasto? A kto, jeśli nie mieszkańcy mają obowiązek zmieniać swoje otoczenie, nie tylko dla siebie, ale także i dla przyszłych pokoleń? Chcielibyśmy, aby Włodawianie nie musieli emigrować na Zachód i mogli godnie żyć w swojej małej ojczyźnie.

Co, według Pana, można zmienić, aby miasto tętniło życiem? Ma Pan inne pomysły?

Aby wschodnie powiaty mogły się rozwijać, potrzebne są duże nakłady finansowe. Mam nadzieję, że rządzący zdają sobie z tego sprawę. Jest tu przestrzeń do wymiany handlowej z naszymi wschodnimi sąsiadami. Bo zachodni, np. Niemcy, nie potrzebują raczej naszych towarów, są już nasyceni. Potrzebujemy otwarcia na wschód. Rozumiem utarczki z powodu trudnej historii z Ukraińcami, Białorusinami czy Rosjanami, ale potrzebujemy takich sąsiadów jako partnerów biznesowych. W Wielkiej Brytanii mówi się: „Anglia nie ma wrogów, Anglia ma tylko wieczne interesy”. Można się tylko uczyć od Anglików. Poza tym, aby rozwijał się handel, kwitła gospodarka wschodnich terenów, należałoby naprawić stan naszych dróg, np. w złym stanie jest droga z Włodawy do Sławatycz. Myślę, że dobrym rozwiązaniem jest pogłębienie rzeki Bug i spławianie towarów drogą wodną, co jest bardzo ekonomiczne. Miasto skorzystałoby z tego finansowo. Kiedyś, przed wojną, obok dawnej kaflarni były przystanie. Można do tego wrócić. W Manchester zagospodarowano kanały rzeczne dla potrzeb turystki, przewozu małych ładunków, powstało masę małych pubów na barkach, a to jest to, czego turysci szukają. Myślę, że dobrym pomysłem byłoby uruchomienie, tylko na okres letni, przejścia granicznego we Włodawie, na wzór przejścia Zbereże-Adamczuki. Wielu turystów przyjechałoby wtedy do Włodawy. Spotkałem się z zapytaniami znajomych Anglików, co można zobaczyć w Polsce oprócz Krakowa, Poznania czy Warszawy. Zawsze odpowiadam, że w naszym kraju są dzikie, niezagospodarowane jeszcze tereny, miejsca magiczne, gdzie można odpocząć. Nad jeziorami albo zaszyć się w kompletną głuszę. Obcokrajowcy są zainteresowani Polską, chcą ją poznawać, nie tylko cenią nas za gościnność, ale za bezpieczeństwo.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmowę przeprowadziła Joanna Szubstarska

Karina Opyrchał nagrała trzeci singiel

Wokalistka z Wadowic, Karina Opyrchał, obecnie mieszkająca w Niemczech nagrała teledysk ilustrujący nowy, trzeci singiel pt. „To twój dzień”.
Produkcją zajął się Grzegorz Ryba, utwór wydany został nakładem wytwórni Delphy Records, a teledysk pojawi się w sieci w maju.

Wcześniej uzdolnioną polską wokalistkę do współpracy przy nagraniu singla pt. “Symfonia odwagi” zaprosił producent Konrad Leszczyński, który współpracował z takimi artystami, jak Honorata Skarbek Honey, Radek Tarach czy Saszan. Uczestniczyła w programie telewizyjnym “Zostań Gwiazdą” w Tele 5.

Wcześniejsze single wokalistki zdobyły po 10 tysięcy wyświetleń, https://youtu.be/AxVS5CarwCg oraz https://youtu.be/IHoq2yEdBH4 , a także gościły w audycjach muzycznych popularnych rozgłośni radiowych i pojawiły się na kilku listach przebojów.

– „To twój dzień” to utwór popowy, niosący dobrą energię i podnoszący na duchu – Karina Opyrchał zachęca do wysłuchania piosenki. – Nagranie dostępne jest pod adresem:
http://y2u.be/KIgZY-PMxuQ

W nagraniu wystąpili mistrzowie pokazów rowerowych Team Kramarczyk, pokazy taneczne DINO oraz aktorzy: Patryk Maciejczyk, Gabrysia Pamuła, Leszek Kajfasz i Rafał Bandoła.

Karina Opyrchał to tajemnicza z wyglądu dziewczyna, która uwielbia wyzwania artystyczne. Ta młoda wokalistka wychowała się w Wadowicach, a obecnie mieszka w Niemczech. Pochodzi z muzycznej rodziny i od najmłodszych lat udziela się wokalnie w różnorodnych przedsięwzięciach muzycznych.

Jest również absolwentką Szkoły Wokalno-Aktorskiej w Krakowie. Znana jest z własnych interpretacji popularnych przebojów, które wykonuje solo, a także z innymi wokalistami.

Ponadto zawodowym zajęciem Kariny jest fotomodeling. Kiedy potrzebuje się wyciszyć – zwiedza nowe miejsca na świecie podróżując i pokonując rocznie tysiące kilometrów. Wokalistka bierze udział w licznych festiwalach ogólnopolskich, a także jest laureatką wielu prestiżowych konkursów wokalnych w Polsce oraz zagranicą. Jednym z największych osiągnięć artystki jest zajęcie III miejsca na Międzynarodowym Festiwalu “Intershow” w 2017 r.

Artystka skupia się obecnie nad swoim autorskim materiałem utrzymanym w stylistyce popowej. Przed rokiem odbyła się premiera pierwszego autorskiego singla „Powiedziałeś mi” z teledyskiem, nakładem wytwórni Delphy Records. Wokalistka pracuje nad kolejnym materiałem, a przed pół rokiem odbyła się premiera drugiego singla wraz z teledyskiem, który powstał w Niemczech.
Singiel dostępny również na platformach streamingowych.

Karina Opyrchał jest także ambasadorką Fundacji Uśmiech Puchatka pomagającej dzieciom, osobom w starszym wieku i innym potrzebującym pomocy.

(ac)